Moje dziecko nie istnieje tylko dla mnie.



Nosiłaś pod sercem, urodziłaś i  wychowujesz....dla świata.
Tak mamo, nie dla siebie, nie po to aby na starość kromkę chleba Ci podało, nie nie ...dla innych ludzi.
Dziwne to, ale  prawdziwe i  szczęście dla tych którzy spostrzegą to dość szybko i  uczynią życie dziecka jego życiem.
Macierzyństwo nie jest łatwe. To zadanie dla twardzieli okupione, łzami, potem a niekiedy i krwią . Prawie jak horror się zaczyna i pewnie dla niektórych nim jest. Ale warto, zawsze to jakieś doświadczenie i rola które można sobie w życiorysie odhaczyć. (ach żeby tak pracodawcy widząc słowo "doświadczona matka" w CV w linijce umiejętności dawali świetne stanowiska)
Ale wracając do tych  pociech, z krwi  i kości naszych (no i z wymiany płynów). Nie nasze one , mimo że własną piersią karmione, ale mimo że małe i początkowo bezbronne to od chwili narodzin są indywidualną jednostką, "komórką" społeczną.
I one to wiedzą, dążą do tego uparcie. Niestety my mamy często chcemy, ten dziecięcy instynkt samozachowawczy zagłuszyć. Zapominając często o własnym życiu, stajemy się drugim ciałem naszego dziecka. Owszem poświęcenie i oddanie się dziecku w pierwszych latach życia, ma swoje logiczne wytłumaczenie i sens.
 Dziecko samo się nie nakarmi, nie przewinie, nie nauczy uczuć, chodzenia, nie podejmie samo nauki mówienia. Jest od nas zależne i tu wątpliwości nikt mięć nie powinien że obecność mamy/rodziców jest priorytetem, ale właśnie już na tym etapie my (częściej mamy) nie powinnyśmy uzależniać się od dziecka, a tym samym dziecka od siebie.
Naszą rolą jest wspieranie dziecko w zdobywaniu każdej nawet drobnej umiejętności, która przybliży je do celu, którym jest samodzielność bez garba pasożyta*.

W rodzicielstwie trzeba być SOBĄ - tak jestem mamą, ale jestem też Mirką ,żoną, siostrą, córką moich rodziców,czyjąś koleżanką, mam swoje pasje, zainteresowania , marzenia - mój świat nie kończy się na byciu mamą (chociaż córeczki to moje oczka w głowie). Nie rezygnuje z siebie.
 Nie boje się tego, że moje dzieci  będą  z czasem potrzebowały mnie coraz mniej bo, rozumiem ich indywidualność, potrzebę rozwoju i dojrzewanie do roli innej niż bycie tylko moim dzieckiem. Do bycia sobą.
To inwestycja długoterminowa,  bo moje dzieci kiedyś dorosną i pójdą swoją drogą. A ja mam nadzieję, że nie pozostanę w zawieszeniu i pustce z poczuciem samotności i bezradności, tylko z satysfakcją będę wspominać dobrze wykonaną "misję". Czując się doskonale z sobą.

Mamą będę dla moich córek całe życie, ale nie zamierzam im całe życie matkować.

Nasze dzieci nie są naszą własnością, naszą wizytówką, naszą jednością .
W byciu rodzicem trzeba odnaleźć siebie i wyodrębnić dziecko, kierując się mądrą  nie zaborczą miłością.

Życzę wszystkim mamom odnalezienia siebie w tej niełatwej roli jaką jest macierzyństwo. Powodzenia.



5 komentarzy:

  1. To prawda ,ale ja to chyba jestem na razie tylko mamą:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, staram się zadośćuczynić wszystkim rolom społecznym, które mi narzucono i które sobie narzuciłam, ale i tak mojego matkowania w domu za dużo. Odkryłam z przerażeniem już dawno temu, że dzieci moje nie są nawet w połowie tak samodzielne, jak ja i moje rodzeństwo w ich wieku. I pewnie niejedno w nich przytępiliśmy. Niejednego już się nie da naprawić. Byle się uczyć na błędach ;)
    Ilcza

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham Cię córeczko, za to jaką jesteś!

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że poświęcasz swój cenny czas na napisanie tych kilku słów.
Dziękuję.

Obsługiwane przez usługę Blogger.