Poranne rozterki niespełnionej matki.

Obudziłam się dziś z dziwnym uciskiem w dołku (zaznaczę, że w tym umiejscowionym w górnej części ciała).
I mimo, że słońce świeciło rozkosznie, składając pocałunek na mej twarzy, to w mojej sypialni jakoś szaro i niezbyt optymistycznie.
 A to  za sprawą dnia kobiet -chyba, albo comiesięcznego przypływu - myśli również - co to zamienia kobietę w rozchwiane emocjonalnie zwierzątko. Ba może i przez chroniczne zmęczenie, wywołane ostatnią walką z "wirusem", który uczył moje córki haftu i synchronicznego używania z nadużywaniem, papieru toaletowego.
Przeszyła mnie dziwna myśl niespełnienia. Mnie matkę trójki, cudnych dzieci, żonę fajnego faceta, tą, do której piszecie wiadomości z pytaniem o fajny przepis, albo poradę, (na które czasem nie wiem jak odpisać, żeby na kompletną idiotkę nie wyjść).
Czyżbym zaczęła zatracać się w tym wszystkim, nie doceniając tego, co mam i co osiągnęłam do tej pory?

Nie!! To otaczające społeczeństwo, media, politycy, wiele osób wkoło presje na matce wywiera i przedstawia mamy będące w domu, jako gorszy gatunek.
 Powinnam się wstydzić, że siedzę w domu "NIC!" Nie robię, a na życie wystarcza tylko w podstawowych kategoriach.
Źle się czuję, z myślą, że dobrze mi  być mamą. Źle się czuję  z myślą, że wszyscy w koło oczekują, że znajdę pracę, wymyślę dochodowy biznes, zacznę "COŚ" robić, bo przecież jest równość, jest pora (w sensie stara jestem)  i ja powinnam chcieć być niezależna, powinnam chcieć spełniać się zawodowo.

Oni wiedzą lepiej - że jestem sfrustrowana, osaczona przez (cytuję) "bachory", mąż jest moim sponsorem, a ja społecznym darmozjadem. Oni wszyscy spełnieni, niezależni, idealni obywatele - oni to wiedzą i muszą mnie uświadomić.

Cóż dzieci może wychowywać, babcia, szkoła, przedszkole, żłobek - teoretycznie to i sąsiadka może i sąsiad i koleżanka koleżanki i obce niańki. Teoretycznie to i parasol w dupie można otworzyć, prawda?
Ale zostawmy teoretyzowanie liderom w tej dziedzinie, co na Wiejskiej  o polityce prorodzinnej  piszczą (przed wyborami), ale matki/ojca,  którzy  w domu CHCĄ dzieci wychowywać nie rozumieją.

Ba teraz mało, kto to rozumie i zastanawiam się, dlaczego?  Dlaczego tak trudno zrozumieć, że ktoś chce mieć/rodzić dzieci i wychowywać je po swojemu. W cieple rodzinnego domu, w bezpiecznym dla niego środowisku, jak to kiedyś bywało do wieku przynajmniej przedszkolnego?
 W naszym chorym kraju, trudno pomóc rodzinie z niskimi zarobkami w realny sposób. Lepiej zabrać dzieci, (bo bieda) a na opiekę w placówkach zastępczych grubą kasę na to samo dziecko wyrzucać.(I nagle kasa jest, bo być musi)
Czemu rodzicom, którzy  trwale nie pracują, (bo wychowują dzieci) - nie można ulżyć, pomóc, wesprzeć? Czemu ich nie docenić, za poświęcenie dla ogółu ;) Czemu?
Bo nie na  dżemu*!
Bo Państwo jest biedne, nie może sobie pozwolić na utrzymywanie takich bezproduktywnych obywateli.
Bo kto by wydawał kasę na beznadziejne kapanie "RODŹCIE DZIECI" - A my będziemy MIEĆ was w dupie.(Wasze dzieci zarobią na nasze emerytury, wy ich mieć nie będziecie, bo wychowywanie dzieci to nie praca).

Wstałam z takim dziwnym poczuciem winy  , ale już je wykopałam za drzwi, a w sypialni jakoś pojaśniało i słońca więcej nastało. Bo nie ma to jak słodkie przytulenie dwulatki i ciepłe wesołe głosy moich córek o poranku - przy śniadanku.
Przy nich czuję się spełniona po uszy, a nawet czubek głowy, one dopełniają  to wszystko, co składa się na moją osobowość, poza byciem rodzicem.
  A ten parasol niech sobie wszyscy "malkontenci" anty rodzinni otworzą może im się rozjaśni.

Bo każdy rodzic powinien mieć wybór, nie martwiąc się o wymiar finansowy - niestety za często "życie" wybiera za nas, to rodzicielskie "mieć czy być".(mieć dzieci czy być rodzicem, bo to wielka różnica)

Bywa, że Was dopada poczucie  niespełnienie? Czy jesteście szczęśliwe i spełnione na swój sposób?

*dżem -pieniądze

7 komentarzy:

  1. Jesteś spełnieniem dla wielu ludzi TUTAJ! :) :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i słów mi teraz zabrakło :) :)

      Usuń
  2. Chciałabym móc sobie pozwolić na to, aby mniej pracować i poświęcać dziecku więcej czasu... Wszystko rozbija się jednak o finanse :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Mireczko ja też tak czasem mam i czuje się winna,ale potem patrzę na moje dziecko i wiem,że robię to dla niego,że jestem z nim w domu ,że nie musi chodzić do żłobka i chorować . Wczoraj z mężem właśnie poruszaliśmy temat by doliczać kobiecie wychowywanie dzieci do lat pracy ale, to tylko marzenia...jak kończy się umowa po porodzie to już Pani dziekujemy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a społeczeństwo podniesie bunt , jak to my tyramy a matka za "siedzenie w domu" ma kasę dostawać. Nie za nasze podatki....niestety dopóki opieka(nie tylko dzieci) nie będzie uważana za pracę to możemy sobie marzyć do usranej ;)

      Usuń
  4. wiesz ja się dziwie co niektórym znanym mi ludzią mają dwójke dzieci często jest tak że nianaia zaprowadza ich do przedszkola następnie je przyprowadza bawi itp. oni pracuja (zarabiają bardzo dobrze każde ok. 4 tyś na miesiąc razem 8 tylko się zastanawiam tak po co im dzieci? żrby położyć ich spać do lózka pobawić godzine bo trzeba zaraz spać nie widze w tym sensu no ale cóż tak sobie mają nie mając tych dzieci....

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że poświęcasz swój cenny czas na napisanie tych kilku słów.
Dziękuję.

Obsługiwane przez usługę Blogger.