11 komentarze
  1. Jeżeli na prawdę nie odpowiada mi tematyka książek, to rezygnuję .Ale rzadko, jakoś tak sami się wykruszają ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też nie zgadzam się na wszystkie propozycje współpracy. Mam kilka kryteriów:
    - produkt musi pasować do tematyki bloga, więc nie testuję opon czy wibratorów
    - muszę znać i lubić produkt/firmę, nie polecam niczego w ciemno
    - testowanie, sponsorowanie konkursów itp. to nic innego jak forma reklamy, więc należy się za to wynagrodzenie
    - współpracuję tylko i wyłącznie na podstawie umowy (zlecenia lub o dzieło), wszystko na legalu
    - zawsze staram się wynegocjować produkty dla czytelników, niestety nie zawsze się da :-(
    Nasz blog to nasza wizytówka, nie warto robić z niego darmowego słupa ogłoszeniowego :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Podpisuję się pod Twoim postem rękami, nogami i nosem.
    Co prawda mój blog dopiero raczkuje ale strasznie irytuje mnie masa postów o tej samej tematyce na innych blogach :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mój blog też jeszcze sam nie chodzi ;) i podejrzewam że dużo wody w Wiśle upłynie zanim się naucz

      Usuń
    2. U mnie pewnie będzie podobnie

      Usuń
  4. Niestety ale coraz więcej blogerek ciągle robi rozdania, jeżeli widzę na jakimś blogu co tydzień albo dwa jakieś rozdania to robi się to już dziwne, szkoda, bo nie które z tych dziewczyn były moim ulubionymi blogerkami i miałam na ich temat inne zdanie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja myślałam że większość lubi rozdania .... hmm może rzeczywiście za dużo teraz tego w blogosferze.
      Muszę to przemyśleć bo ja bardzo lubię rozdawać różności swoim czytelnikom i często są to gadżety które miały być dla mnie a ja z wrodzonego dawajnictwa muszę się podzielić....ehh i co ja mam teraz zrobić z tymi nagrodami? ;)?

      Usuń
  5. Robi się z tego BABCIOWE KÓŁKO RÓŻAŃCOWE, klepanie ciągle tego samego.
    Very zachęcające, doprawdyż.

    Mam te same uczucia w stosunku do blogów recenzenckich - każda nowość wydawnicza musi pojawić się WSZĘDZIE, czasem w odstępie kilku dni a czasem godzin. Łeb w łeb, kto pierwszy ten lepszy. Wygrywa pierwszy, chociaż jeśli ktoś się pokusi o zatytułowanie posta inaczej niż autor+tytuł, to można ewentualnie jeszcze raz... ale ile razy w ogóle można, żeby się nie zniechęcić, nie zanudzić i nie wpaść w śpiączkę?
    Nie mniej pod względem piarowskim ma to zapewne jakąś wartość, taki ZJAZD WIELORACZKÓW ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. To może z drugiej strony - nie wiemy co prawda jak to wygląda w przypadku wielkich korporacji, ale Lilla Lou jest np. małą, raczkującą marką. Z jednej strony bardzo nam zależy, by "było nas pełno" w blogosferze - dlatego każda zgłaszająca się do nas mama - blogerka nas cieszy, chociaż nie każda będzie testować Lilla Lou. Z drugiej, jeszcze nie wiemy, kiedy jest przesyt. Ale z trzeciej strony, testowanie po tym wpisie i komentarzu zaczęło wyglądać trochę jak ciężka orka, za którą producent powinien płacić wynagrodzenie. A przecież przekazanie komuś swojego produktu za darmo plus przesyłka to dla wielu firm już jest koszt - zwłaszcza dla małych firm polskich... Ile recenzji na blogach to już przesyt? 100? 10?
    Pozdrawiamy serdecznie - dziewczyny z Lilla Lou

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednak z wami jest inaczej wasze produkty są kreatywne każda z mam i ich dzieci wykorzysta i przedstawi wasze kolorowanki w inny sposób. I jeszcze nie zauważyłam żeby kilka blogujących mam zrobiła wpis na wasz temat w jednym czasie (chodzi o praktycznie ten sam dzień !)
      chodzi o to że patrząc na listy blogów odwiedzanych u niektórych blogerek można dostać oczopląsu u każdej to samo np: tak było z L'occitane i odkurzaczami Bosch nawet tytuły wiele się nie różniły.

      W pełni rozumiem, że chcecie się promować bo im was więcej tym częściej o was piszą a za tym idzie większa szansa na potencjalnych klientów i rozwój firmy. Nic w tym złego ale przesyt może doprowadzić do efektu zwrotnego i wszyscy zaczynają taką firmę postrzegać jedynie przez pryzmat darmowych gadżetów lub co gorsza psiego rzepa który czepia się blogerów trudno się go pozbyć i wszędzie go pełno.(rozumiecie prawda?)

      Co do płacenia wynagrodzeń.... chciałabym doczekać takiego czasu że mój blog będzie na tyle poczytny i będę na tyle rozpoznawalną osobą w blogosferze że będę mogła dyktować warunki firmom i za ich reklamę wołać czterocyfrowe sumy MARZENIE! ;) ( poczytajcie seregitę kominka czy fashionelkę zobaczycie jak się zarabia na blogach) ale na dzień dzisiejszy mój blog ma taką specyfikację a nie inną i szczerze cieszy mnie większość współprac i darmowych produktów.
      A czy jest to ciężka orka ? Czasem tak, poświęcam sporo czasu na przegotowywanie wpisów,notatek,zdjęć, często mam wyrzuty sumienia że spędzam czas przed komputerem a nie z dzieckiem czy męzem. Same testy też nie są łatwe. (no może oprócz waszych ksiązeczek, które są przyjemnością) traktuje to poniekąd jak pracę, a za pracę się płaci :/ niestety mi nie.

      w kwestii kosztów produktów i ich wysyłki też doskonale was rozumiem Dlatego szanuje małe polskie firmy i często podejmuje z nimi współpracę bo ja też czasem jestem prawie firmą, ale małe polskie firmy nie robią masówek ;)

      ale się rozpisałam przepraszam

      ps: Dziewczyny z Lilla Lou po ostatniej niespodziance od Was i przejrzeniu książeczek byłam zdumiona waszym postępem i rozwojem, oby tak dalej jesteście fantastyczne

      kurde musiała trochę przydziobać

      Usuń

Miło mi, że poświęcasz swój cenny czas na napisanie tych kilku słów.
Dziękuję.