Zima mnie zaskoczyła - na klatce schodowej + mini konkurs

Ojjjj znów Was zaniedbuje, chyba po prostu przeszłam na złą stronę mocy i zostałam niedzielną blogerką.
Wybaczycie?

Wracając do nieszczęsnej zimy. Jak co roku wszystkich zaskoczyła, chociaż trąbili że spodziewane opady śniegu, że śnieg z deszczem a czasami nawet zwieje i zamiecie i będzie posprzątane. Tylko z tego co zauważyłam  my już coraz mniej wierzymy w media, jak nie krzyczą że nas zasypie to znaczy że nie będzie źle, wiec po co spieszyć np. ze zmianą opon na zimowe ;)

Ale koniec tych dywagacji, chciałam wam opowiedzieć o mojej sobocie.
Już od prawie tygodnia wiedzieliśmy że będzie to bardzo smutny dzień, niestety zmarła nasza kochana babcia/prababcia [*] i właśnie na ten dzień wyznaczyliśmy  jej ostatnie pożegnanie.
 I jak to bywa w taki stresujący dzień wszystko szło nie tak, nawet pogoda sprzysięgła się przeciwko nam.  W ostatniej chwili udało nam się cała piąteczką wyjść z domu i zapakować się do auta(z trójką dzieci każde wyjście z domu to wielka wyprawa). Nagle przypomniało nam się że nie zabraliśmy ciepłego koca dla małej i osłonki na wózek a w taką śnieżycę to raczej rzecz niezbędna. Pan M wrócił się do domu, a ja z przekonaniem że mój mąż sam sobie nie poradzi za nim.

Nie wiem co mnie podkusiło i po jaką cholerę wlazła  na piętro bo gdy byłam na górze to mój mąż ju zaczął schodzić po schodach, ale z przekory chyba, chciałam sprawdzić czy zabrał co trzeba. Pan M w tym czasie  wołał z dołu "Co ty tam jeszcze robisz, chodź bo się spóźnimy" a ja w pośpiechu wybiegłam z pokoju na schody w mokrych uśnieżonych kozakach na obcasie co zakończyło się podwójnym tulupem z rozciętym kolanem. I całe szczęście w nieszczęszczeniu że nie złamałam nogi bo przez moment była pewna że zamiast pożegnać babcię to odwiedzimy szpital.
Dobrze że rana okazała się płytka i miała w domu plastry które pomagają w tamowaniu krwi. Bo to niby takie małe rozcięcie a krew przestać lecieć nie chciała ale znów z pomocą przyszła mi marka matopat jeden większy plasterek i po kłopocie jeszcze tylko zmiana podartych rajstop i mogłam wrócić do auta.

Ogólnie dzień cały był do kitu i z racji samego smutnego wydarzenia i z racji ogromnego bólu, dokładając na deser zimna brzydką śnieżną pogodę bleeeeee. Na osłodę niedziela minęła nam dość przyjemnie.


A plasterki o których była mowa wyglądają tak



to zestaw 15 plastrów w trzech różnych rozmiarach, które dzięki specjalnej substancji aktywnej która podczas kontaktu z krwią zamienia ja w żel tworząc warstwę ochronną tamującą dalsze krwawienie.

To idealne plasterki na drobne skaleczenia podczas golenia/depilacji, każda z nas wie jak ciężko zatamować te malutkie ranki, ale to również dobre rozwiązanie przy zadrapaniach, otarciach płytkich ranach i np.przy znienawidzonym przeze mnie za głębokim wycięciu skórek.

Czy działają ? Tak , po przyklejeniu plastra nawet przy intensywnym krwawieniu opatrunek wypełnia się krwią, ale nie przesiąka a rana przestaje naprawdę szybko krwawić. Plastry łatwo się zdejmuje, nie pozostawiają kleju na skórze a samo oderwania plastra jest bezbolesne , opatrunek z krwią nie przykleja się do rany dzięki czemu nie odrywany powstałego na niej strupka.

 Mam dla was dwa zestawy  plastrów matopat z plastrami o których pisałam dziś i z plasterkami dla dzieci happy tattoo o których pisałam TU!

ZESTAW nr 1. 1x plastry tamujące krwawienie + 1x plastry happy tattoo
ZESTAW nr 2. 2x plastry happy tattoo

Wybiorę dwie osoby które najfajniej napiszę dlaczego to im potrzebne są plasterki.

Odpowiedzi wpisujcie w komentarzach czekam do środy do godziny 9:00



Miłego poniedziałku !

14 komentarzy:

  1. Fajny konkursik.

    Zapraszam też na konkurs do mnie - do wygrania 1 z 16 kuracji suplementami diety.

    OdpowiedzUsuń
  2. Współczuję serdecznie śmierci babci, a plasterki fajne, pierwszy raz o nich slyszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuje ....kurde może tak niefortunnie o tym pogrzebie i plasterkach wyszło ale chciałam Wam ten zimny poniedziałek troszkę osłodzić ;)

      Usuń
  3. Ja również nie słyszałam wcześniej o takich plasterkach a bardzo by się przydały, o czym świadczy wpis http://zaradna-mama.blogspot.com/2012/03/pia-i-rzez-niewiniatek.html
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Takie plasterki to wprost niezbędny element mojej apteczki. Mając w domu trzech łobuziaków a do tego panienkę , która jeszcze zawadza się o progi w drzwiach nietrudno o skaleczenia i otarcia wszelkiego kalibru. Moim chłopakom na pewno dużo szybciej zagoją się wszelkie rany, jeśli zamiast plastra na palcu pojawi się tatuaż.Tylko, żeby za bardzo się nie spodobały i za często się nie pojawiały ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Moje kondolencje.
    Plasterki fajne, nigdy takich nie miałam, ile mniej było by nerwów przed wyjściem na imprezę, gdyby mój mąż "golarkowy kaleka" miał coś tak chroniącego kołnierz koszuli.

    OdpowiedzUsuń
  6. Plastereczki moje miłe umilicie mi nie jedną chwilę
    Dziecko wczoraj znów płakało bo kolana poździerało
    Mąż obiad dziś gotował i znów palca "zmasakrował"
    A ja biegam panikuje bo plasterków potrzebuję

    OdpowiedzUsuń
  7. Serdecznie zapraszamy na Halloweenowy konkurs gdzie do wygrania jest bon o wartości 40zł do zrealizowania w księgarni Gandalf :) Jeszcze tylko przez 2 dni :)

    http://babylandiaa.blogspot.com/2012/10/halloweenowa-niespodzianka.html

    Z góry bardzo przepraszam za spam...

    OdpowiedzUsuń
  8. Nam plasterki są potrzebne do zaklejania swastyki... taka ponazistowska pamiątka, która niekoniecznie wszędzie ładnie wygląda.

    OdpowiedzUsuń
  9. Z racji niedawnego mojego swieta dostalam od swojego slubnego zestaw mozy o ktorych marzylam - ale co z tego ze mam noze skoro gotowac nie potrafie ? No gotowac jak gotowac ale po nozach jakie mialam do tej pory - te to istne zylety i strach cokolwiek kroic :) co by nie dodac "czegos od siebie ;P " do potrawy :). Dodatkowym utrudnieniem jest corcia ktora niedawno nauczyla sie chodzic i co rusz obija sie o meble :P wiec jak tu sie skupic na siekaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam dwie lewe ręce i nie ma dnia, żebym się nie przecięła, chociażby kartką papieru. I jak tu pracować nad dokumentacją jak z palca kapie? Do kompletu mam męża, który po goleniu wyygląda jak indianin i synka, który brodą zalicza każdy kant, kiedy biega jak szalony po mieszkaniu. Jednym słowem plasterki to u nas towar deficytowy i schodzą jak ciepłe bułeczki. Jeśli w dodatku tamują krew to już towar na wagę złota i bardzo, ale to bardzo chcielibyśmy mieć w apteczce takie cudo!

    OdpowiedzUsuń
  11. No cóż u mnie... a właściwie mojej 4 letniej Kaski nadszedł czas piratów i kapitana haka.
    Zatem nie trudno się domyślić czym kończą się potyczki statków pirackich - stąd moja plasterkowa potrzeba:-)))





    tz110m@wp.pl








    OdpowiedzUsuń
  12. W moim domu nacodzień rozgardiasz panuje, każdy czegoś szuka, każdy głowę mi truje. Mój mały
    brzdąc-często w opałach bywa, gdy jest nieostrożny, siniaków przybywa. Tu upadnie na łokieć, tam
    rana- bo kot podrapał, krew nacieka i czas krzyku nastał. Czasem i ja-zamotany lub często spóźniony,
    gdy robię kanapki- raz, dwa, ciach i palec skaleczony. Ale czas płaczu i ran-higiena spławia gdy super
    plaster w apteczce się pojawia.

    OdpowiedzUsuń
  13. Plastry przydałyby się... oj przydałyby. Mój narzeczony niekiedy zostaje u mnie dłużej... więc potrzebuje ogolić się. Oczywiście ukochany jest zapominalskim więc nową maszynkę do golenia bierze sporadycznie ze swojego i tak goli się swoją "ulubioną", która jest u mnie ale strasznie go zacina. I tak zawsze pół tuzina rzeczy zostawia do prania z kropelkami... Plasterki bardzo praktyczne byłyby! :)
    agulka_p@op.pl

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że poświęcasz swój cenny czas na napisanie tych kilku słów.
Dziękuję.

Obsługiwane przez usługę Blogger.